|
GORĄCO POLECAMY
"Cień wiatru"
„Cień wiatru”
jest książką, która „ma duszę”. Nie chcę się rozpisywać na ten
temat, bo może mogłabym się pokusić o próbę przybliżenia
fabuły. Jednak nie to jest w tej powieści najważniejsze. Duszy
i atmosfery tej powieści nie da się ubrać w słowa, bo to coś
ulotnego, więc nawet nie będę próbować.
Tu się wszystko zaczyna, na Cmentarzu Zapomnianych Książek „To
miejsce jest tajemnicą i miejscem świętym. Każda znajdująca
się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to
zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i duszę
tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli,
że zawładnęła ich wyobraźnią. Za każdym razem, gdy książka
trafia w kolejne ręce, za każdym razem, gdy ktoś wodzi po jej
stronach wzrokiem, z każdym nowym czytelnikiem jej duch
odradza się i staje się coraz silniejszy. […] Kiedy jakaś
biblioteka przestaje istnieć, kiedy jakaś księgarnia na zawsze
zamyka podwoje, kiedy jakaś książka ginie w otchłani
zapomnienia, ci, którzy znają to miejsce, my, strażnicy ich
dusz, robimy, co w naszej mocy, aby te bezdomne książki
trafiły tutaj. Bo tutaj książki, o których nikt już nie
pamięta, książki, które zagubiły się w czasie, żyją
nieustającą nadzieją, iż pewnego dnia trafią do rąk nowego
czytelnika, że zawładnie nimi nowy duch. W księgarni
sprzedajemy i kupujemy książki, ale w rzeczywistości one nie
mają właściciela. Każda, którą tu widzisz, była czyimś
najlepszym przyjacielem. A teraz te książki mają tylko nas.”
„Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza
książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze
obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za
nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci
pałac, do którego, wcześniej czy później – i nieważne, ile w
tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów
odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć –
wrócimy.” „Cień wiatru” jest właśnie opowieścią o książce,
która odmienia całe życie…
„Pestka"
Są
książki, które czyta się i jakby się słyszało czyjś samotny
płacz. O smutku piszesię pewnie najłatwiej, bo to jakoś
bardziej ludzkie się wydaje niż radość. Można jednak bardzo
łatwo popaść w banał, bo to taki nośny temat i bardzo blisko w
tym pisaniu do kiczowatych wynurzeń z romantycznych
powieści.Książka, którą chcę polecić jest daleka od tego
banału. Jest dowodem na to, że o smutku i rozpaczy można pisać
pięknie, wzniośle. Mówię o „Pestce” Anki Kowalskiej, film na
jej podstawie chyba nie oddał wszystkiego, a ksiązka jest
naprawdę znakomita. To nie tylko opowieść o trójkącie, o roli
tej drugiej kobiety, która z góry jest przegrana, bo przecież
nie ma żadnych praw do ukochanego mężczyzny. Jest to też
opowieść o samotności w ogóle, o tej samotności strasznie
trudnej do zniesienia, bo przecież bez wyjścia, bo tak
naprawdę człowiek sam się na nią skazuje: „Niedziela jest dla
starych i zmęczonych, niedziela jest dla małżeństw, niedziela
jest dla szczęśliwie zakochanych. Samotni sami są sobie winni,
a niedziela jest karą dla winnych. W tym rozległym dniu tyle
jest miejsca na miłość, na odpoczynek, na radość, co na
cierpienie, na celebrowanie cierpienia”. W niczym to jednak
nie pomaga, bo ten ból miłości trzeba udźwignąć, Agata-Pestka
nie dbała o to, że ta miłość ją tyle kosztuje, bo ważna była
tylko miłość-absolut, za którym całe życie się tęskni-więc nie
miała znaczenia cena, którą przyjdzie jej zapłacić, to cena za
miłość ”Kiedy ludzi łączy nie tylko namiętność, już nie tylko
namiętność, pierwsza pojawia się radość. Pierwszy znak miłości
to ona; zaraz następne jest cierpienie.”
„Kamień na kamieniu"
Kamień na kamieniu" Wiesława Myśliwskiego nie jest książką
nową, bo została wydana w 1984 roku i należy do tzw. nurtu
chłopskiego w literaturze polskiej. Jej autor pochodzi z ziemi
świętokrzyskiej,urodził się w Dwikozach koło Sandomierza.
"Kamień na kamieniu" to książka, która jest zbiorem życiowych
mądrości i to nie tylko chłopskiej, ale mądrości najwyższej,
bo zrodzonej z ciężkiego życia, bólu, z doświadczenia.. Są to
mądrości nie skażone ksiązkowymi czy naukowymi schematami.
Bohaterem tej książki jest Szymon Pietruszka, który umiłował
swoją ojcowiznę, ale też był na nią skazany. Jest to
książka i smutna, bo życie ukazane w niej wesołe nie jest, ale
i zdrowo pośmiać się można, bo niektóre sytuacje są naprawdę
zabawne.Ważne jest też to, że ta książka jest obrazem śiata,
który już odszedł, bo takiej wsi i takich ludzi juz nie
ma.
A to fragment, który jest dowodem na to, że to mądrość jak z
trktatu filozoficznego, ale przekazane językiem prostym( swoją
wymową przypomina trochę mądrości księdza Józefa Tischnera):
"...od czego są słowa?Słowa same poprowadzą. Słowa wszystko na
wierzch wywleką. Słowa i z najgłębszej głębi wydrą, co gdzieś
boli i skowycze. Słowa krwi upuszczą i od razu lżej się robi.
I nie tylko obcych, ale i rodzonych braci słowa potrafią
odnaleźć dla siebie, że się znów braćmi poczują. Choćby się
roznieśli w różne i dalekie strony, słowa ich zawrócą z
powrotem do tego jednego ich życia, z którego, jak ze źródła,
się poczęli. Bo słowa to wielka łaska. Cóż ma tak naprawdę
człowiek więcej prócz słów dane?I tak nas wszystkich
czeka kiedyś wieczne milczenie, to się jeszcze namilczymy.
Może przyjdzie nam ściany z bólu drapać za najmarniejszym
słowem. I każdego słowa nie wypowiedzianego na tym świecie do
siebie będziemy jak grzechów żałować. Tylko, że będzie za
późno. A ileż takich słó nie wypowiedzianych zostaje w każdym
człowieku i umiera razem z nim, i gnije z nim, i ani mu potem
w cierpieniu nie służy, ani w pamięci. To po co jeszcze sami
sobie zadajemy milczenie?"
„Oskar
i pani Róża” Eric – Emmanuel Smitt
Tej książki chyba
nie trzeba nikomu specjalnie polecać, bo stała się bardzo
głośna w ostatnich miesiącach. Krytycy porównują ją do „Małego
Księcia” i jest w tym bardzo dużo prawdy, bo obie są zbiorem
prawd najwyższych. To listy małego chorego Oskara pisane do
Boga, a pani Róża pomaga mu odnaleźć w sobie Boga. Daje
odpowiedź na wiele najtrudniejszych, bo tych najprostszych
pytań.
To nie tylko lekcja
radzenia sobie z cierpieniem i śmiercią, ale też droga do
odnalezienia w sobie wiary. Tej lekcji nie udzielają nam
wielcy filozofowie, ale dziesięcioletnie dziecko, które nie
roztkliwia się nad sobą, bo w całej książeczce pełno jest tego
dziecięco-dorosłego humoru: „Jak mówiłem, mój przeszczep
wszystkich rozczarował. Chemia też wszystkich rozczarowała,
ale wtedy liczono na przeszczep […]Atmosfera coraz bardziej
się psuje. Rozmawiałem z moim kolegą Bekonem[…]
- Bekon, mam
wrażenie, że lekarze przestali mnie lubić, załamuję ich.
- Coś ty, Jajogłowy! Lekarze są nie do zdarcia. Zawsze mają
pełno pomysłów na operacje, które można ci zrobić. Policzyłem,
mnie obiecali co najmniej sześć.
- Może ich inspirujesz.
- Najwyraźniej.”
„Pod
powiekami” Katarzyna Rygiel
„Minęli się w
czasie; może to on urodził się trochę za wcześnie, może ona
trochę za późno. A jednak się spotkali. I każde z nich stanęło
przed wyborem. Marzenie i rzeczywistość. Michał i Marta.
Zawsze będą nosić swój obraz pod powiekami” Tak w kilku
zdaniach napisała o swojej książce autorka, Katarzyna Rygiel.
Na uwagę zasługuje tu fakt, że Katarzyna Rygiel jest naszą
krajanką, bo pochodzi z Kielc.
Rzadko ostatnio
zdarza się znaleźć książkę, którą się chłonie, a która nie
jest banalnym romansem. Bo ostatnio o miłości pisze się już
tylko banalnie. „Pod powiekami” nie ma w sobie tandety, nie
daje recepty na szczęśliwą miłość. Jest raczej pięknie
napisaną opowieścią o smutnej, bo już nie możliwej miłości i o
tym jak bardzo trudno się oswoić z tym, że uczucie przyszło,
zupełnie nieproszone, bo zapukało do niewłaściwych serc.
Autorką jest młodą
dziewczyną i czytelnik spodziewa się, że to o kobiecym
pojmowaniu świata uczuć będzie całość traktować. Bohaterem
jest jednak mężczyzna, mężczyzna pokaleczony przez życie,
zrezygnowany, a to on jego odnalazła miłość, która zdarza się
tylko raz…
„Pod powiekami” to
debiut powieściowy Kataryny Rygiel, kolejna książka ukaże się
w maju 2006 roku. |
|